Jeszcze w ubiegłym roku ceny za energię elektryczną miały wzrosnąć nawet o 70%! Wszystko dlatego, że rząd zapowiadał koniec z regulowaniem cen i dotowaniem przez państwo. Wiemy już, że ceny nadal będą mrożone, ale i tak wzrosną – z 412 zł za MWh netto do 500 zł. A to dopiero początek podwyżek.
W drugiej połowie 2024 roku cena maksymalna za prąd elektryczny dla gospodarstw domowych zostanie zwiększona z 412 zł/MWH do 500. Wg analityków rządowych, którzy przygotowali Ocenę Skutków Regulacji, rachunki za prąd większości odbiorców w gospodarstwach domowych wzrosną w II połowie 2024 r. o ok. 29 proc. względem I połowy 2024 r
Obędzie się bez wstrząsu, ale będzie drożej. Coraz drożej, ponieważ cena prądu elektrycznego w Polsce jest zamrożona i nie odpowiada wartości energii na rynkach. Uwolnienie ceny spowodowałoby gwałtowny wzrost rachunków nawet o 70%.
Najprawdopodobniej nie jest to więc ostatnia podwyżka za prąd. Politycy chcą uniknąć gwałtownych skoków, ale zapowiadają także, że rząd nie może bez przerwy dotować energii elektrycznej. Wynika z tego, że kolejne wzrosty wartości na rachunkach są tylko kwestią czasu.
Nowe prawo zlikwiduje także limity dla prywatnych odbiorców. Te obecnie zależą od liczby dzieci czy osób niepełnosprawnych w gospodarstwie domowym.
Nie będzie limitów, a ci, dla których podwyżki okażą się zbyt wysokie, mogą liczyć na bon energetyczny. Będą mogły z nich skorzystać gospodarstwa domowe, które mają dochód do 2500 zł miesięcznie (jednoosobowe) lub 1700 zł miesięcznie na osobę przy większych gospodarstwach.
Wróćmy jednak do cen. Są jaskółki nadziei w tym temacie, gdyż ceny na rynkach maleją (zarówno w dostawach spotowych, jak i w kontraktach rocznych). Zbliżają się do cen na poziomie tych mrożonych, więc w przyszłości być może będzie można je uwolnić bez drastycznego podnoszenia cen.
Póki co jednak będzie drożej.
Reklama


