Kandydat na burmistrza Marcin Majer poinformował, że lędzinianka Dorota Goj, obecnie skarbnik w urzędzie miasta w Bieruniu, zostanie jego zastępcą. O ile oczywiście wygra wybory. Publikujemy rozmowę i przybliżamy sylwetkę Doroty Goj.
Jak zaczęła się dla Pani wiosna? Co lubi Pani robić wiosną?
Wiosna jak co roku pracowita, wykonanie budżetu, informacja o stanie mienia komunalnego, dodatkowo w tym roku wybory. Intensywny czas. Na szczęście trawa rośnie i trzeba oderwać się od obowiązków zawodowych, i skupić na przyziemnych ogródkowych sprawach i hobby. Dla mnie najbardziej relaksującym zajęciem jest tworzenie, m. in. w glinie. Oczywiście bardzo amatorskie, ale daje mi wiele satysfakcji i radości.

A czy w kontekście pracy w samorządzie terytorialnym można mówić o satysfakcji i radości?
O satysfakcji na pewno. Pracuję w nim od 27 lat, od 1997 roku do 2015 w Lędzinach, a od 2015 w Bieruniu. Obecnie pełnię funkcję skarbnika.
Mam wrażenie, że każdy z nas słyszał o takiej funkcji, ale gdyby zapytać Kowalskiego, czym dokładnie się zajmuje skarbnik…
Skarbnikowi powierza się obowiązki i odpowiedzialność w zakresie prowadzenia rachunkowości jednostki, wykonywania dyspozycji środkami pieniężnymi, dokonywania wstępnej kontroli zgodności operacji gospodarczych i finansowych z planem finansowym oraz kompletności i rzetelności dokumentów. Prościej rzecz ujmując, koordynuje wszelkie prace związane z przygotowaniem, realizacją i kontrolą wykonania budżetu gminy.
Lubi Pani Lędziny?
To moje rodzinne miasto, przepracowałam w tutejszym ratuszu 18 lat! Zaczynałam jako stażysta, odchodziłam jako skarbnik. Najtrudniej było pożegnać się z takim wspaniałym zespołem zaangażowanych i oddanych miastu ludzi. W mojej ocenie największą wartością małych społeczności są ludzie. Oddani, zaangażowani mieszkający i pracujący w tym mieście, którzy każdego dnia widzą jego potrzeby i problemy.

Rozmawiamy, ponieważ zasygnalizowała Pani powrót do Lędzin. Zostanie Pani wiceburmistrzem miasta, jeżeli Marcin Majer wygra wybory.
Kiedy pierwszy raz rozmawiałam z Marcinem, nie było frazesów, nie odgrażał się, że wszystko trzeba zmienić. Ujęło mnie jego zaangażowanie, autentyczna troska o to, co się w mieście dzieje, o co trzeba zadbać, co można zmienić, na co należy miasto przygotować. Interesował go budżet miasta, jego możliwości.
Pamiętajmy, że przed miastem wiele wyzwań, trzeba się przygotować na pozyskanie środków z KPO, znaleźć alternatywę dla dochodów z kopalni, kreować nowe możliwości dla przedsiębiorców, aby miasto było w stanie nie tylko jakoś funkcjonować, ale rozwijać się.
A Marcin Majer to dobry kandydat?
Majer to człowiek, który ma świadomość, że należy czerpać z doświadczenia starszych i zależy mu, podobnie jak mnie, na rozwoju naszego miasta.
Lędziny przez ostatnie lata wiele straciły. Także wizerunkowo, czego byłam tego świadkiem z perspektywy sąsiedniej gminy, i tu trzeba zacząć od nowa. Zadbać o pozycję Lędzin, nie tylko w rankingach, ale zadbać o odbudowanie wizerunku miasta i urzędu wśród mieszkańców. To dla nich tu jesteśmy i dla nich pracujemy.
Co trzeba zrobić w Lędzinach?
Wyzwań będzie wiele i to w wielu obszarach, rozeznanie faktycznej sytuacji finansowej miasta, możliwości rozwoju na dziś i wypracowanie długoterminowych planów na przyszłość. Należy zadbać o oświatę, o od tego zależy jakie będzie nowe pokolenie. Wytypować obszary, w które inwestować należy w pierwszej kolejności, bo od tego w dużej mierze zależy jakość życia mieszkańców.
Kolejne, bardziej prozaiczne, to utrzymanie czystości i porządku w mieście. Jest ich wiele, nie sposób wymienić wszystkie. Aby miasto było w stanie je podjąć, w pierwszej kolejności należy zadbać o dobrą współpracę, nierzadko opartą na kompromisach i zgodzie w radzie. Przed nowym burmistrzem wiele pracy.

Dziękuję za rozmowę

