– Chcę rządzić z mieszkańcami i dla mieszkańców. Właśnie to w głównej mierze odróżnia mnie od obecnego burmistrza – mówi Sebastian Macioł, kandydat na burmistrza w Bieruniu.

Rozmawiał Dominik Łaciak

Temat, który od dłuższego czasu pojawia się jako plotka w przestrzeni miejskie: jeśli wygrasz, czy Twoim zastępcą zostanie jeden z kontrkandydatów o fotel Burmistrza? 

Wygląda na to, że to pytanie nadal dość mocno nurtujące społeczność lokalną. Mimo mojej jasnej wypowiedzi w wydanym na potrzeby wyborów Bieruńskim Kurierze Wyborczym, że nie będzie nim żaden z nich, rzeczywiście nadal taka plotka obiega miasto.

Raz jeszcze prostuję – w przypadku wygranej moim zastępcą nie będzie żadna z pozostałych osób ubiegających się o fotel burmistrza.

Co do zastępcy mogę powiedzieć tylko, że będzie to osoba z Bierunia Starego. Uważam to za rozsądne, bo Stary zasadniczo różni się od Nowego. Ma inną specyfikę. Mój zastępca musi mieć zdrowe i dogłębne spojrzenie na potrzeby tej części miasta, ale oczywiście ważny dla niego musi być też interes miasta jako całości.

Ten temat też już się pojawiał, ale chcę spytać jeszcze raz. Co takiego się wydarzyło, że z ostatnim dniem stycznia złożyłeś wypowiedzenie z pracy w charakterze zastępcy burmistrza Krystiana Grzesicy?

To nie była decyzja chwili. Ani nie planowałem wtedy kandydowania na urząd. To był rezultat nawarstwiania się kolejnych trudnych sytuacji w pracy z burmistrzem. Pewne sytuacje relacyjne, które miały miejsce końcem zeszłego roku spowodowały, że ta decyzja, którą od dłuższego czasu w sobie nosiłem, została podjęta. Nie chcę jednak wchodzić w szczegóły. Powiem tylko, że dla mnie kwestia relacji między ludźmi jest kluczowa. W pracy spędzamy sporą część naszego życia. By móc działać efektywnie, atmosfera musi być po prostu dobra, a ludzie traktowani z szacunkiem.

Dla mnie kluczową kwestią nie była tu relacja pracodawca-pracownik, bo potrafię zrozumieć, że te relacje często są trudne, wszak jesteśmy w pracy, a nie w przedszkolu. Mówię o relacjach człowiek-człowiek. Jeśli ich brakuje, jeśli ich nie ma, praca staje się nie do wytrzymania. Czasem do tego stopnia, że odchodzisz.  

Decyzja o kandydowaniu pojawiła się później?

Ta praca bardzo mnie kręciła i dalej kręci, dlatego zdecydowałem się kandydować w wyborach na burmistrza. Jest jeszcze mnóstwo dobrych rzeczy, które można zrobić dla Bierunia, w urzędzie i wokół urzędu jest wiele wspaniałych osób, które mogą wspomóc rozwiązywanie różnych miejskich problemów.

Przez długie 9 lat razem z Krystianem Grzesicą rządziliście Bieruniem. Czy nie jest wobec tego tak, że macie wspólną wizję i w gruncie rzeczy dla mieszkańca to wszystko jedno, na kogo zagłosuje?

Nie będę Grzesicą “bis”. Miasto inwestycyjnie rozwija się dobrze w wielu kierunkach, więc częściowo moja polityka będzie podobna, ale chcę bardzo mocno postawić na współzarządzanie z mieszkańcami. 

Jestem osobą komunikatywną, lubię rozmowy z ludźmi, słucham ich i nie uzurpuję sobie prawa do ostatecznej, nie biorącej pod uwagę innych głosów, autorytatywnej decyzji, co często ma miejsce obecnie.

Potrafię wycofać się ze swojego zdania, jeżeli się pomylę oraz podejmować decyzje na podstawie argumentów innych osób. Nie jestem alfą i omegą, nie uzurpuję sobie prawa do wiedzy na temat wszystkiego.

Jako burmistrz zorganizuję w mieście Radę Działalności Pożytku Publicznego, w ramach której do głosu zostaną dopuszczeni przedstawiciele organizacji pozarządowych. Będą się mogli wypowiedzieć. Współzarządzać. Zorganizuję również Młodzieżową Radę Miasta, bo głos młodych zbyt słabo dociera do zarządzających miastem. I Radę Seniorów, do czego jestem przekonany, a w czym utwierdziło mnie wiele rozmów z osobami w wieku senioralnym. Działającej u nas obecnie Radzie Sportu też chciałbym dać więcej kompetencji. Byłem wiele lat jej członkiem i wiem, jak działa, pokazała, że jeśli pozwoli jej się szerzej wypowiadać i walczyć o swoje środowisko, dzieją się rzeczy duże – choćby wypracowana nowa Strategia Rozwoju Sportu i sposób dotowania klubów i organizacji sportowych.

A czy twoja wizja dotycząca rozwoju miasta, inwestycji, również się różni?

Przede wszystkim dla mnie niedopuszczalny jest brak kompleksowego podejścia do inwestycji. Jeśli myśli się o inwestycji, powinno się też w jasny sposób zakomunikować mieszkańcom, o co w niej chodzi i dać im możliwość wypowiedzenia się. Tego aktualnie prawie nie ma.

Na inwestycje trzeba też spojrzeć w bardzo szerokim kontekście. Po to, by zlikwidować wszystkie problemy, które przy danym zadaniu się pojawiają. Podam przykład: jeśli przebudowujemy jakąś drogę, to już na etapie projektowania musi zostać zweryfikowany stan sieci wodociągowej, kanalizacyjnej. Przebieg sieci elektroenergetycznych czy telekomunikacyjnych. Większość tej infrastruktury nie stanowi własności miasta, ale da się wiele robót skoordynować, do tego trzeba jednak rozmów, czasem długotrwałych i trudnych, z gestorami tych sieci. Tak, jak kilkukrotnie robiliśmy to z tyskimi wodociągami. Słyszeliśmy potem, że Bieruń jest jedyny, który tak podchodzi do sprawy. Da się jednak robić to i z innymi podmiotami. To poprawi nie tylko kwestie estetyczne, ale też użytkowe w mieście. 

Do głowy przychodzi mi choćby montaż progów zwalniających na ulicy Krakowskiej, które okazały się za głośne dla mieszkańców.

To były nie tyle progi, co wyniesione przejście dla pieszych. Aby jednak zobrazować szersze podejście do zadania inwestycyjnego, nie tylko w kontekście mienia gminnego, można przywołać przebudowę ul. Kopcowej. Przeznaczona w zamyśle do likwidacji napowietrzna sieć elektroenergetyczna jeszcze stoi, choć przebudowę drogi zakończono jakiś czas temu. 

Wiadomo, każda inwestycja to określone problemy i takie też są tutaj, ale rozmowy z gestorami sieci nN i oświetleniowej powinny być prowadzone zdecydowanie wcześniej. Takie rozmowy wymagają spotkania osoby zarządzającej miastem z osobą decyzyjną po stronie gestora sieci. Ciężko wymagać, że temat takich decyzji załatwi się na poziomie pracownik-pracownik.

No dobrze. To są sprawy techniczne. Pomówmy o wizji miasta.

Pracowałem na stanowisku zastępcy burmistrza prawie dziesięć lat. Współtworzyłem z burmistrzem wiele projektów i nie jestem w stanie kompletnie się oderwać od wizji miasta, która była tworzona zarówno przez niego, jak i przez Radę Miejską. To ona, jako organ uchwałodawczy, dyktuje przecież też w pewien sposób burmistrzowi, w jakim kierunku miasto powinno pójść, choćby uchwalając budżet i prognozę finansową na kolejne lata. Choć oczywiście moim zdaniem kreowanie pomysłów i wizji rozwoju powinna być w głównej mierze domeną zarządzającego miastem i kierownictwa urzędu.

W Bieruniu nie ma problemu z możliwością zatrudnienia, jest możliwość kształcenia dzieci, jest rozwinięta infrastruktura sportowa, która działa, choć tu pewne rzeczy można zmienić. Dla mieszkańców bloków wielorodzinnych ta infrastruktura to często jedyne miejsce wytchnienia i aktywnego wypoczynku.

Co będziesz zmieniał w mieście?

Kwestia budowy żłobka w Starym i Nowym Bieruniu pojawia się u wszystkich kandydatów i trudno się temu dziwić. Dodatkowo żłobek w Nowym Bieruniu musi być w najbliższym sąsiedztwie przedszkola, żeby ułatwić życie rodzicom. Choć biorąc pod uwagę nowe fakty, to jest pojawienie się niedługo kolejnego prywatnego żłobka w mieście, może trzeba będzie zrewidować te zamiary i zamiast wydawać miliony na kolejną infrastrukturę, zwiększyć pomoc finansową dla rodziców dzieci w wieku żłobkowym? To wymaga przeliczenia, bo na etapie tworzenia programu wyborczego fakt powstawania kolejnego żłobka był mi nieznany.

Tak, jak mówię, skalkulowanie, skonsultowanie ze środowiskiem bieruńskim i wspólna decyzja.

W tej kadencji Rada Miejska niestety odeszła od planu skanalizowania dzielnic Jajosty i Kolonia, do tego tematu uważam obowiązkowo należy wrócić. To zbyt duże, rozwijające się dzielnice, żeby ten pomysł zarzucić, ale też i zbyt duży budżet inwestycji, by przeprowadzać ją bez etapowania, którego ogólnie jestem przeciwnikiem. W tym wypadku jednak się tego nie uniknie. Przede wszystkim aspekty środowiskowe i komfort codziennego życia mieszkańców przemawiają za tym, aby do tego zadania powrócić.

Z innej strony będę chciał pozbyć się etapowania przy małych inwestycjach, bo to niepotrzebne, wydłuża termin, zwiększa finalnie koszty wykonania, a do wielu rzeczy się już nie wraca. Przykładem jest chociażby park przy Remizowej, który został zaprojektowany dzięki staraniom Porąbka i spokojnie można było, przy jego założeniach kosztorysowych, zrealizować go w jednym roku, przez co mieszkańcy cieszyliby się jego funkcjonalnością od 2-3 lat. 

Innym przykładem jest zieleń przy ul Wylotowej, przebudowanej kilka lat temu. Powstał projekt zagospodarowania zielenią, do dzisiaj niezrealizowany. Więc w moim rozumieniu to zadanie nieskończone. Takich sytuacji w Bieruniu jest wiele.

Bardzo zależy mi na kwestii mieszkalnictwa. Chcę ułatwić życie deweloperom. Miasto musi zapraszać inwestorów na rozmowy i stwarzać im warunki do rozwoju budownictwa. Deweloperzy oczekują kompleksowego uzbrojenia terenu, czyli zaplanowania dróg, sieci. Przecież oni mogą w budowie wielu z nich partycypować, mogą sporą część infrastruktury budować, licząc potem na jakiś zwrot ze strony gminy. W moim odczuciu Bieruń będzie się rozwijał przede wszystkim w zabudowie jednorodzinnej. Z drugiej strony miasto rozwija się dość mocno od strony przemysłowej i to dobrze, bo jeśli robi się to w sposób zrównoważony…

A dzieje się to w zrównoważony sposób?

Można to robić lepiej. Na to wpływają dwie rzeczy, jedną z nich są miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, które narzucają inwestorom budowanie obiektów w takim miejscu i na takich warunkach, które będą dla mieszkańców jak najmniej szkodliwe; drugą tzw. decyzje środowiskowe.

Mieszkańcom Oświęcimskiej i pobliskich ulic zakłady przemysłowe zbliżają się do okien. Trudno mówić tam o zrównoważonym rozwoju.

Niestety, miejscowe plany dla tamtejszych terenów istnieją od dawna. Na pewno jednak gmina ma duży wpływ na zapis warunków narzucanych inwestorom w tych planach. Żeby te obiekty były w taki sposób ulokowane i zabezpieczone, by jak najmniej ingerowały w codzienne życie. Mówię tu między innymi o kwestiach hałasu, oddziaływania na wody gruntowe, kwestiach agresywnego oświetlenia tych obiektów itp. 

Dzisiaj wiemy, że problemami obiektów, które już funkcjonują przy ulicy Oświęcimskiej, jest za duży hałas, przede wszystkim podczas załadunku i rozładunku. Takie warunki regulują też wydawane przez gminę decyzje o środowiskowych uwarunkowaniach dla przedsięwzięć – powinny być w nich zapisy jednoznaczne, niepozostawiające inwestorom pola do interpretowania tych zapisów we własnym interesie.

Bieruń w najbliższym czasie czeka rewolucja przestrzenna. S1 dosłownie przetnie miasto na pół, a ruchliwą drogę będzie można bez samochodu przekroczyć właściwie tylko w jednym miejscu – ul. Warszawską. To pogłębi i tak silne podziały.

Takiej rewolucji nie było od czasów odzyskania samorządności. To nie tylko sama droga ekspresowa, ale też duże inwestycje w części nowobieruńskiej związane z budową tunelu pod przejazdem kolejowym, budową ronda na skrzyżowaniu Warszawskiej i Wawelskiej czy nawet przebudową powiatowego odcinka Wawelskiej w kierunku zjazdu na łącznicę, czyli od obecnego skrzyżowania za siedzibę BPIK.

Obecnie przez Bieruń Nowy codziennie drogą krajową przejeżdża 20 tysięcy samochodów, do tego kilkanaście tysięcy drogą wojewódzką od strony Mysłowic. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć, co się będzie działo po rozpoczęciu przebudowy. Dla normalności w funkcjonowaniu należy więc położyć bardzo silny nacisk na to, w jaki sposób będzie realizowana czasowa organizacja ruchu. Kolejną rzeczą będzie to, co się stanie po wybudowaniu S1, a przede wszystkim na to, co się stanie po wybudowaniu przez GDDKiA dróg serwisowych i technologicznych. Trzeba dążyć do tego, aby część z nich nadal komunikowała dzielnice miasta, nawet za cenę przejęcia ich przez gminę czy powiat. Trzeba też zadbać o najbardziej optymalną z punktu widzenia miasta docelową organizację ruchu.

Mieszkańcy wiele razy wychodzili na ulice w sprawie budowy S1, która powinna odciążyć ruchliwą Warszawską.

Będzie też “bliżej” do Bielska, Katowic i całej aglomeracji. To z pewnością spowoduje, że Bieruń będzie atrakcyjnym miejscem do zamieszkania, podobnie jak dzieje się to w Imielinie, który suburbanizuje aglomerację. Czy w Bieruniu powstanie też nowe mieszkalnictwo wielorodzinne?

Możliwe, że trzeba będzie te tereny na zabudowę wielorodzinną otworzyć szerzej niż dotychczas, ale na ten moment Bieruń jest miastem, które ma potencjał do rozwoju w zabudowie jednorodzinnej. Ma sporo tych terenów. Myślę, że są z tego w stanie skorzystać deweloperzy, ale trzeba z nimi rozmawiać. Terenów pod zabudowę wielorodzinną jest zdecydowanie mniej, co nie znaczy, że to niemożliwe, choć to trudniejsza i dłuższa perspektywa niż zachęty dla zabudowy jednorodzinnej.

Jesteś człowiekiem, który lubi góry, jeździ długie dystanse na rowerze. Jakie plany dla rekreacji i sportu?

Organizacje sportowe działają w mieście na wysokim poziomie, co zresztą widać po efektach. Młodzież się rozwija i osiąga sukcesy, kluby zrzeszają setki młodych bierunian. I świetnie. Brakuje natomiast miejsc do rekreacyjnej aktywności sportowej, takiej totalnie amatorskiej. Na pewno terenem o niewykorzystanym potencjale są paciorkowce. To problem, z którym gmina nie jest w stanie poradzić sobie od wielu lat.

Sebastian Macioł jest pasjonatem kolarstwa.

Jeśli zostaniesz burmistrzem, powstanie tam park?

Nie jest niczym rewolucyjnym, że chcę, by tam było miejsce do edukacji ekologicznej. Miejsce ładne, zielone, oddane w dużej mierze naturze, ale z możliwością uprawiania rekreacji, głównie spacerowo-biegowo-rowerowej. Chcę, by paciorkowce stały się miejscem rodzinnego spędzania czasu i biwakowania, z duża ilością zieleni rodzimej. To jest duży temat, bo wiem, że wymaga około kilkunastu milionów złotych. Wymaga też zaprojektowania w konsultacji z mieszkańcami.

Ten temat pojawia się, od kiedy pamiętam. Już kopalnia tworzyła efekciarskie wizualizacje, gdy starała się, żeby na tym terenie wysypać swój łupek, efektem czego powstały kopce. Plany na paciorkowce pojawiały się też w kolejnych programach wyborczych. I nic.

Stoimy przed realną możliwością pozyskania środków w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, a ten projekt jest wysoko oceniany przez Urząd Marszałkowski. Nawet zaproszono nas kilka miesięcy temu jako gminę, żeby zaprezentować ten projekt na sporej konferencji w Muzeum Śląskim w Katowicach.

Jestem realistą, gardzę populizmem, więc nie powiem, że to powstanie za rok, bo nie powstanie. Natomiast te paciorkowce mają realną szansę, by w ciągu kilku lat zaczęły funkcjonować. Trzeba się do tego dobrze przygotować, porozmawiać z mieszkańcami, ale też zaprojektować zgodnie z założeniami, które są wymagane przez Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Te są związane z tym, że obszar musi być zrewitalizowany w głównej mierze pod kątem przywrócenia go naturze. Fundusz traktuje to jako obszar zdegradowany górniczo i on narzuca sposób przywrócenia funkcjonalności tego obszaru. Da się to zrobić, wkomponowując tam pewne elementy rekreacyjno-sportowe.

Jakie dokładnie?

Choćby rolkostrada. Ona nie ma raczej szans na współfinansowanie z Funduszu, ale bez niej ten teren bardzo dużo traci. Również wykorzystanie kopców do tras zjazdowych dla rowerów. Nawet biorąc pod uwagę to, że gmina poniesie pewne koszty niekwalifikowane, to się musi stać, by z tego terenu wycisnąć na maksa.

W mieście jest wiele miejsc, które należy rekreacyjnie rozwinąć. Niektóre już zaczęły się rozwijać, a niektóre trzeba rozwinąć od zera. Zaprojektowany teren za starobieruńska groblą – należy to zadanie kontynuować, szukając możliwości na jego finansowanie. 

Mamy też część nowobieruńską, choćby park przy Remizowej. Niestety, etapowany przez lata, nie został jeszcze zakończony; nie ma tam jeszcze postawionej tej przysłowiowej „kropki nad i”. W tym wypadku ta „kropka” jest dość duża, bo nie ma serca tego parku, czyli terenu centralnego, z fontanną dla dzieciaków, z miejscem, gdzie rodziny z dziećmi będą mogły sobie odpocząć. Ale jest dokumentacja budowlana i należy to zadanie skończyć.

Następną rzeczą jest kwestia dostępności mieszkańców osiedli wielorodzinnych do terenów rekreacyjnych. Wiemy na przykład, jak wygląda sytuacja na osiedlu przy ulicy Granitowej. Tu na pewno będę dążył do tego, by gmina kupiła tereny po byłym „Karliku” i przy współpracy z mieszkańcami stworzyła miejsce, by ludzie mogli sobie spędzać czas wolny w miejscu zielonym, na świeżym powietrzu. Teraz ten teren straszy.

Ciągle mówisz o “współpracy z mieszkańcami”, o “opiniowaniu przez mieszkańców”.

Właśnie to w głównej mierze odróżnia mnie od obecnego burmistrza. Chcę rządzić z mieszkańcami i dla mieszkańców.

Dziękuję za rozmowę

Najnowsze