Basia i Olek Lozinszkowie poznali się w tańcu, a dziś rozwijają Szkołę Tańca “WIR”, której kolejny punkt otwierają właśnie w Chełmie Śląskim. Poznajcie ludzi, którzy idą przez życie tanecznym krokiem.
Gratuluję nowego punktu Szkoły Tańca “WIR”!
Basia Lozinszek: Bardzo dziękujemy. Chcemy się rozwijać. Mamy wielu klientów z Bierunia, Bojszów i Lędzin, ale z Chełmu Śląskiego czy Imielina są to sporadyczne osoby.
Aleksander Lozinszek: Wiele osób mówiło nam, że zależy im na dojeździe w 10 minut. No to otworzyliśmy się w Chełmie wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów.
Dla kogo się otworzyliście? Czym się w ogóle zajmujecie?
B.L.: Naszą ofertę kierujemy do osób w każdym wieku, od małych pociech po seniorów. W ofercie dla najmłodszych mamy zajęcia umuzykalniające, taniec współczesny, towarzyski i hip-hop, dla par dorosłych mamy taniec użytkowy, a tylko dla pań latino solo i pole dance. Są też formy przeznaczone dla każdego takie jak: tabata i sportowe zajęcia, czyli zdrowy kręgosłup, power aerobic czy fit-vital.

Brzmi poważnie. Musicie pracować niewiarygodnie wiele godzin.
B.I.: Oczywiście nie robimy tego sami. Mamy instruktorów, którzy są świetni i bardzo im ufamy. Pracują z nami w Bieruniu i będą z nami również w Chełmie.
Gdybym się chciał zapisać, to co muszę zrobić. Na jak długo się z Wami związać?
B.I.: Nowe grupy powstają co pół roku, dołączać do grup można do większości grup w każdym momencie. Zajęcia są formą abonamentu miesięcznego. Po jego wygaśnięciu można po prostu zrezygnować z zajęć u nas i czasami tak się zdarza, że ktoś przychodzi na dwa, trzy miesiące, po czym rezygnuje z zajęć z różnych powodów. Wiele z tych osób wraca do nas po pewnym czasie, ze znajomymi czy rodziną.
Czyli są pary, które na przykład przed weselem chcą nauczyć się tańca, ale i takie, które wsiąkają na długo…
B.I.: Tak, dokładnie. Powiem na przykładzie naszej jednej pary z Bojszów. Pojawili się u nas, bo chcieli poćwiczyć taniec przed jakąś ważną imprezą, a dziś rywalizują w turniejach tanecznych. Mają już klasę B, to jest bardzo wysoki poziom. Jeżeli chodzi o pierwsze tańce to szczególnie w sezonie weselnym jest ich bardzo dużo. Instruktorzy zawsze dobierają układ pod oczekiwania oraz umiejętności klientów.
A.L.: Przy okazji chciałbym podkreślić, że my nie jesteśmy jedynie szkołą tańca. Mamy zajęcia sportowe dla wszystkich! Każdy tu znajdzie coś dla siebie, nawet jeśli nie lubi tańca, to znajdzie równe formy z różną intensywnością, które bez problemu trafią do nawet najbardziej wymagających oczekiwań.
Sporą część oferty kierujecie do dzieci.
A.L.: Biorąc pod uwagę erę smartfonów i tabletów młodzi ludzie niechętnie sięgają po aktywność fizyczną, co przejawia się na wzrost wagi oraz problemy zdrowotne. To poważny problem. Chcemy pokazać, że można przyjemnie odpoczywać w ruchu na bardzo wiele sposobów. Maluchy mogą rozpocząć od zajęć taneczno-muzycznych, a później w zależności od tego, co bardziej im się spodoba, uczyć się konkretnych stylów tańca.
Wam obojgu taniec towarzyszy od dziecka, jest sposobem na życie, pracą i rozrywką.
Pomijając te aspekty, co daje człowiekowi w życiu taniec?
A.L.: Taniec bardzo modeluje sylwetkę. Od razu widać, kto jest tancerzem czy tancerką, już choćby po tym, jak siedzi czy stoi. Tancerze mają wyprostowaną sylwetkę. To dodaje pewności siebie w różnych sytuacjach, na przykład łatwiej przedstawić własne zdanie. Taniec uczy też współpracy, szczególnie towarzyski. Nawet jeśli trening jest kiepski i nie idzie, trzeba dogadać się z partnerem. To kształtuje charakter. Taniec też bardzo spaja…
No, was to spoił zupełnie, na amen…
B.L.: Dokładnie! Ale chciałabym powiedzieć, że tak tworzą się znajomości, przyjaźnie. Z wieloma parami już nie tańczymy od lat, ale mamy wciąż ze sobą kontakt. U dzieci to jeszcze bardziej widać. Kiedy ktoś z naszych grup organizuje urodziny, duża większość zaproszonych to koledzy i koleżanki z tańca.

Czyli taniec to styl życia! A jednak chciałem zapytać, jak to u Was było.
B.L.: Nas spoiła teściowa. Marzena, która założyła naszą szkołę tańca, zestawiła nas w parze i Olek czy chciał, czy nie chciał, musiał ze mną tańczyć.
Ile mieliście wtedy lat?
B.L.: Ja miałam czternaście, Olek piętnaście. Wtedy wystartowaliśmy razem w pierwszym turnieju.
A.L.: Trenowaliśmy razem, spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Nie dało się inaczej. Ja zresztą tańczyłem w zasadzie jeszcze przed urodzinami. Moja mama trenowała do ósmego miesiąca ciąży i jak tylko zacząłem chodzić, to już tańczyłem.
Macie małą córeczkę Alicję. Też już tańczy?
B.L.: Coś tam nogami już robi, na sali kilka razy była. We wrześniu wybieramy się na pierwsze zajęcia umuzykalniające, żeby dobrze poczuła muzykę.
Jak to jest z tymi parami tanecznymi? Jeśli już zaczną ze sobą tańczyć, to zawsze ich zaczyna łączyć coś więcej?
B.L.: Tak jest w może 80% przypadków. Jak zaczynają ze sobą tańczyć zawodowo, to na ogół są też razem prywatnie. Spędza się ze sobą tyle czasu, że albo się kocha, albo nienawidzi.
A.L.: A jak się nienawidzi, to się zmienia partnera, bo to widać w tańcu. Taniec to jest intymność. Nie można być intymnym, jeśli na treningach chce się z kimś „pozabijać”. To po prostu nie może dobrze funkcjonować.
B.L.: Wiele par, które uczęszczają na nasze zajęcia, nawet amatorskich, zwraca uwagę, że to często jedyna czynność w ciągu dnia, którą mogą zrobić razem. Pracę mają osobno, w domu są pochłonięci obowiązkami domowymi, a u nas, podczas zajęć, mają chwilę tylko dla siebie.
Przeważnie w jakim wieku dołączają do was ludzie?
Na zajęciach mamy naprawdę zróżnicowany wiek uczestników. Dla tych nieco starszych mamy osobną grupę 50+, żeby mogli nadążyć ze wszystkim. Mamy taką grupę w Bieruniu i będzie też taka w Chełmie.
Od lat jesteście znani jako organizatorzy Dance Festival w Bieruniu. Jaką rolę pełni w waszej działalności?
A.L.: Przede wszystkim pozwala promować to, co robimy. Często po turnieju zgłaszają się nowi kursanci, którzy chcą potańczyć pod okiem kogoś doświadczonego i czegoś się nauczyć.
B.L.: To też pomaga nam spełniać nasze ambicje. W tym roku będzie dziesiąta edycja i tak, jak każda do tej pory, będzie zupełnie inna od poprzedniej. Jesteśmy z tego bardzo dumni, że ten turniej tak się rozrósł, bo na ten moment jest to ranga wysoka w skali naszego kraju.

Siedzimy w Chełmie Śląskim, gdzie właśnie otwieracie nowy punkt. A jak to się zaczęło?
A.L.: Zaczynaliśmy od liceum. Dyrektor przyjął nas do siebie, ale z czasem zaczęło nam brakować godzin, w których moglibyśmy prowadzić zajęcia, więc zaczęliśmy „wchodzić” do domów kultury. Z biegiem czasu i tam zaczęło nam brakować godzin, więc, żeby się rozwijać, musieliśmy otworzyć swój punkt przy Oświęcimskiej 401 w Bieruniu. Po czasie okazało się, że i tam zaczęło brakować miejsca dla grup i postanowiliśmy otworzyć kolejny punkt.
B.L.: Znajduje się on przy ulicy Techników 22, tuż przy fabryce wentylatorów Fawent. Sala jest bardzo przestrzenna. Jest wysoka, co jest wielkim atutem w kontekście zajęć grupowych czy pole dance. Nie ma żadnych filarów, więc nic nie będzie nikomu przeszkadzało, a i parking obok jest duży, co też jest sporym ułatwieniem.

Przed wami dużo pracy. Co musicie tutaj zrobić?
B.L.: Tak naprawdę to znacznie mniej niż w Bieruniu. Tutaj w zasadzie tylko odświeżamy wnętrze i wstawiamy lustra. Tam był remont generalny, czyli wstawianie ścian, gładzie, modernizacja elektryki. Śmialiśmy się, że po tym wszystkim możemy założyć firmę remontową, bo prawie wszystko robiliśmy sami. W Chełmie jest tego o wiele mniej.
Wspominaliście, że w Bieruniu pomagali Wam uczestnicy?
B.L.: Nasi mali tancerze z grupy turniejowej traktują salę treningową jak drugi dom. Na początku zaczynali od małych wałeczków, ale później brali te największe. Nauczyli się malowania i później dumni chwalili się, że w domu sami pomalowali swój pokój. Taniec bawi i uczy (śmiech).
Czyli remontujecie, uczycie, zarządzacie, a pewnie i tak wielu myśli, że macie bajlando, bo tylko tańczycie.
B.L.: Wiele osób myśli, że nie wstając na szóstą do pracy i nie pracując na ośmiogodzinne zmiany, w ogóle nie pracujemy (śmiech). Ogarnięcie firmy, w której znajduje się tyle osób, to duże wyzwanie. Do tego Olek ma jeszcze inną firmę..
A czy wy lubicie w ogóle jeszcze tańczyć?
A.L.: Oczywiście! Choć głównie tańczymy na weselach, bo na taniec prywatnie nie mamy już czasu. Już w ogóle nie mówiąc o treningach i braniu udziału w turniejach. Ale sporo osób się dziwi, że będąc w sytuacjach towarzyskich tańczymy „normalnie”, a nie jak na zawodach. Uwielbiamy tańczyć, bo ruch do muzyki jest wspaniałą czynnością, łączy ludzi.
Dzięki tańcowi można łatwo zawiązywać znajomości i choćby dlatego warto to robić.
Dziękuję za rozmowę. I jeszcze raz przyjmijcie moje gratulacje z powodu powiększenia rodziny.

