Nie każdy bohater nosi pelerynę, ale jak pokazuje sytuacja z Bierunia, czasem jest ubrany w mundur. Na skrzynkę mailową Komendy Powiatowej Policji w Bieruniu przyszła wiadomość od wdzięcznej pani Oli, która potrzebowała pomocy w nietypowej sprawie.
Sytuacja wydarzyła się w piątek, 26 stycznia. Pani Ola z czternastomiesięcznym synem jechała do rodziny z Bytomia do Andrychowa. Na nieszczęście auto, którym podróżowała, odmówiło posłuszeństwa tuż przy wjeździe do Bierunia. – Zaświeciła mi się kontrolka chłodnicy i po chwili auto stanęło mi na drodze, przy wjeździe do miasta od strony fabryki Fiata. Próba odpalenia – zero efektu. Pozostali kierowcy zaczęli mnie omijać – czytamy w wiadomości.
Auto trzeba było usunąć z drogi. Do spychającej pani Oli dołączyło po chwili dwóch panów, jadących obok. Moment później okazało się, że wyciekł płyn chłodniczy, który trzeba było uzupełnić. – Nie miałam nawet butelki wody – pisze kobieta. – Nie znam miasta, więc zapytałam jednego z kierowców gdzie mogę dostać płyn. Wysłał mnie do myjni laserowej. Płynu brak. Musiałam nieść moje 12 kilogramów szczęścia na rękach, a tu zero stacji, zero mechanika.

W końcu zdesperowana kobieta zobaczyła komisariat policji i tam postanowiła szukać swojej ostatniej deski ratunku. Jak się okazało, miała szczęście. – Pracę skończyła przemiła pani policjantka, która próbowała wymyślić gdzie mogę kupić płyn. Po chwili wyszedł pan policjant po pracy i wypytując mnie o stan auta z precyzją mechanika samochodowego ustalił, że trzeba załatwić płyn – relacjonuje kobieta.
W końcu okazało się, że płyn dzięki policjantom udało się załatwić, a niebawem dotarł kolejny z bohaterów, czyli tajemniczy Pan Marcin. – Pan Marcin z kolegą zgarnął nas, zawiózł do samochodu. Posprawdzali auto, nalali płynu i samochód odpalił! – opisuje kobieta, która jest zachwycona postawą bieruńskich funkcjonariuszy.
– Wszyscy, których spotkałam od wejścia do komisariatu działali bezinteresownie, sprawnie i z dużą dozą dobroci! Niestety, przez cały stres i krążące w żyłach zimno, zapamiętałam tylko imię Pana Marcina. Chciałabym jednak bardzo serdecznie podziękować wszystkim, którzy nam pomogli i zadbali o nasze bezpieczeństwo i komfort. Jesteście wspaniali! Dziękujemy! – kończy wiadomość.
Nam nie pozostaje nic innego, tylko dołączyć się do podziękowań, a toyotę prosimy, by już więcej nie „zdychała”.

